(nie)Dorośli
Minęły aż trzy lata, odkąd stworzyłam post i wystawiłam na jakimkolwiek blogu. Teraz jestem starsza, dorosła, mam 20 lat, chodzę do pracy, zarabiam pieniądze, płacę podatki. Tak to wygląda z zewnątrz a jak jest na prawdę?
Wielu naukowców szokuje się na widok wyników badań dotyczących młodych ludzi. Wynika z nich, że są nieporadni, większość nie potrafi nawet sobie ugotować czy posprzątać. Zastanawia ich skąd to wynika. Mam wtedy wrażenie, że spędzili pół swojego życia ucząc się bez większego sensu, a drugie pół, że przeżyli nie szukając tego sensu.
Skąd wynika więc tak uboga znajomość codziennych obowiązków wśród moich rówieśników? Zacznę najpierw od siebie, wiem, trochę egoistyczne, ale najłatwiej jest wypowiadać się na swój własny temat, bo teoretycznie przebywam ze sobą 24/7.
Nie są mi obce takie czynności jak sprzątnie, gotowanie, pranie, czy prasowanie. Zapewne wynika to z faktu, że z natury jestem cholernym altruistą i pomaganie jest dla mnie czymś normalnym. Dlaczego, więc jest to coraz mniej spotykanym zjawiskiem?
Młodzi ludzie żyją poniekąd w marazmie stworzonym nie przez kogo innego niż ich rodziców. Moje pokolenie ma wszystko podstawione pod nos, tzn. jedzenie, czyste pranie, świeży papier toaletowy... Wpojono nam po postu, że taka jest kolej rzeczy a obowiązków domowych nauczymy się, prawdopodobnie, sami. Nie jesteśmy nauczeni samodzielności, chęci do nauki czy chociażby chęci do pracy, bo "mama ma, mama da". To rozumowanie jest błędne, ale niestety tak nas "wyhodowano", pod kloszem.
Najłatwiej zobrazuje to rozmowa dwóch kobiet, jedna po 40-stce, druga zapewne po 60-tce:
- Grażynko, a co ty taka opalona jesteś? - zwrot to tej starszej kobiety.
- A wiesz, bo mojej wnuczce zadali do domu, żeby zrobiła wielką palmę (na Niedzielę Palmową), no to się wzięłam i robiłam tę palmę w ogródku. To było wtedy co tak mocno słońce świeciło, tak wtedy się zmęczyłam, aż mi ciśnienie skoczyło, no ale wnusia dostała 6! - tutaj właśnie "Grażyna" wypina się z dumy.
Myślę, że odpowiedź nasuwa się sama. Skoro babcia, która ma problemy z ciśnieniem, robi za wnuczkę zadanie domowe (idiotyczne poniekąd), tylko dlatego, że wymaga od niej to poświęcenie siły i użycia główki, no to sorry, ale ja wychodzę.
Nie obwiniam o nasz brak inicjatywny tylko rodziców, czy system, ale może 1 osoba na 100 wyjdzie na przód, ogarnie się i zechce się czegoś nauczyć sama od siebie. Dlatego Żejmy w przeświadczeniu, że wszystko mamusia za nas załatwi. Dlatego są takie osoby jak "maminsynki".
Zacznijmy myśleć, bo nie na darmo nazwa naszego gatunku to Homo SAPIENS.
Hejka, Maria Antonina
Wielu naukowców szokuje się na widok wyników badań dotyczących młodych ludzi. Wynika z nich, że są nieporadni, większość nie potrafi nawet sobie ugotować czy posprzątać. Zastanawia ich skąd to wynika. Mam wtedy wrażenie, że spędzili pół swojego życia ucząc się bez większego sensu, a drugie pół, że przeżyli nie szukając tego sensu.
Skąd wynika więc tak uboga znajomość codziennych obowiązków wśród moich rówieśników? Zacznę najpierw od siebie, wiem, trochę egoistyczne, ale najłatwiej jest wypowiadać się na swój własny temat, bo teoretycznie przebywam ze sobą 24/7.
Nie są mi obce takie czynności jak sprzątnie, gotowanie, pranie, czy prasowanie. Zapewne wynika to z faktu, że z natury jestem cholernym altruistą i pomaganie jest dla mnie czymś normalnym. Dlaczego, więc jest to coraz mniej spotykanym zjawiskiem?
Młodzi ludzie żyją poniekąd w marazmie stworzonym nie przez kogo innego niż ich rodziców. Moje pokolenie ma wszystko podstawione pod nos, tzn. jedzenie, czyste pranie, świeży papier toaletowy... Wpojono nam po postu, że taka jest kolej rzeczy a obowiązków domowych nauczymy się, prawdopodobnie, sami. Nie jesteśmy nauczeni samodzielności, chęci do nauki czy chociażby chęci do pracy, bo "mama ma, mama da". To rozumowanie jest błędne, ale niestety tak nas "wyhodowano", pod kloszem.
Najłatwiej zobrazuje to rozmowa dwóch kobiet, jedna po 40-stce, druga zapewne po 60-tce:
- Grażynko, a co ty taka opalona jesteś? - zwrot to tej starszej kobiety.
- A wiesz, bo mojej wnuczce zadali do domu, żeby zrobiła wielką palmę (na Niedzielę Palmową), no to się wzięłam i robiłam tę palmę w ogródku. To było wtedy co tak mocno słońce świeciło, tak wtedy się zmęczyłam, aż mi ciśnienie skoczyło, no ale wnusia dostała 6! - tutaj właśnie "Grażyna" wypina się z dumy.
Myślę, że odpowiedź nasuwa się sama. Skoro babcia, która ma problemy z ciśnieniem, robi za wnuczkę zadanie domowe (idiotyczne poniekąd), tylko dlatego, że wymaga od niej to poświęcenie siły i użycia główki, no to sorry, ale ja wychodzę.
Nie obwiniam o nasz brak inicjatywny tylko rodziców, czy system, ale może 1 osoba na 100 wyjdzie na przód, ogarnie się i zechce się czegoś nauczyć sama od siebie. Dlatego Żejmy w przeświadczeniu, że wszystko mamusia za nas załatwi. Dlatego są takie osoby jak "maminsynki".
Zacznijmy myśleć, bo nie na darmo nazwa naszego gatunku to Homo SAPIENS.
Hejka, Maria Antonina
Komentarze
Prześlij komentarz